sroda - 21.01.2009 - Koh Maak - Koh Chang

Z samego rana, czyli jeszcze przed 8.00 wypozyczylismy rowery i pojechalismy na rekonesans calej wyspy (16 km2). Zycie na wysepce toczy sie bardzo powoli. Wsrod pojazdow dominuja pick-upy, ktore pamietaja jeszcze zapewne lata 60. Na 500 stalych mieszkancow wyspy jest jedna szkola i piekny pozlacany budda, godzien Bangkoku.
Wyspa porosnieta jest dzungla, palmami kokosowymi i starymi plantacjami kauczukowcow. Na koniec wycieczki dotarlismy na polnocno-zachodnia plaze, ktora okazala sie taka o jakiej marzylismy, i na ktora chcielismy dotrzec juz od poczatku naszej wyprawy. Specjalnie sie nie zastanawiajac wskoczylismy do wody. Mimo, ze byla dopiero 10.00 rano, zar z nieba lal sie niemilosierny i bylo z czego sie chlodzic.
Lodke powrotna mielismy o 12.00. Tym razem juz nieco tanszy i wolniejszy wooden boat, ale plynelo sie bardzo przyjemnie znow meandrujac miedzy tajskimi wysepkami, z dwoma przystankami na Koh Wai (malenka, ale bardzo mila wysepka).
Po dostaniu sie na Koh Chang wypozyczylismy motor i udalismy sie na zrealizowanie naszych pragnien, tym razem indywidualnie. Wiktor wypozyczyl sobie porzadny gorski rower (Trek) i posmigal 2h po calkiem gorzystym Koh Changu. Wreszcie prawdziwy trening! Niektore podjazdy mialy 25-30 stopni nachylenia. Samochody i motory podjezdzaly z niemalym trudem. Aga tymczasem wybrala sie na dwugodzinny Trek...king do dzungli na sloniu. Podczas wyprawy przez ok 15 minut jechala sama na sloniu a przewodnik biegal i pstrykal jej zdjecia. Pod koniec wycieczki miala miejsce kapiel w jeziorze razem ze sloniem :) Ale byla zabawa!!!
Wieczorem zrobilismy sobie odmiane od tajskiego jedzenia i zarzucilimy meksykanska fajite i enchiladas :)

6 komentarzy:

  1. nie przesadzaj z treningami, bo cię nie ogonimy, do Chlewisk tylko 2 miesiące :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie.
    Motorem na trening rowerowy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I na przejazdzke sloniem.
    e

    OdpowiedzUsuń
  4. czy to już koniec?
    przyzwyczaiłem się do porannych wiadomości ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. No nareszcie cos swojsko brzmi... fajitas, enchiladas, a nie jakies tam thai cos..:))
    mama

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, ostry trening w górach... to nie to samo co chomikowanie

    OdpowiedzUsuń