czwartek - 1.01.2009 - Bangkok


Przyjechalismy do ... lata. Przed wyjsciem z lotniska slusznie zrzucilismy zimowe ciuchy by juz po kilku minutach wdychac cudowne 24-stopniowe przepelnione zapachem kwiatow tajskie powietrze...
Witamy w kraju mango i curry!

Z lotniska najpierw Shuttle Busem ze stanowiska 5 pojechalismy na Bus Terminal, skad Public Bus numer 556 za 35 Bhatow juz po ok 40 min wysadzil nas przy Khao San - skad juz mielismy blisko do naszego wykupionego hotelu na pierwsza noc (na Soi Rambuttri). Tak blisko bylo, ze krazylismy przez 2,5h w gestwinie uliczek (juz mielismy powazne podejrzenia ze LAMHPU House to zwykle oszustwo - nikt nie wiedzial co to takiego). Co ciekawe, Tajowie jak nie wiedzieli gdzie cos jest, mowili uczciwie. Dopiero dziesiata zapytana osoba udzielila nam wreszcie dobrej informacji a guest house pod numerem 75 ukryl sie wsrod numerow 43-49 z tylu uliczki...
Jak juz wreszcie dotarlismy do pokoju (390 BHT) to tak sie ucieszylismy ze postanowilismy go solidnie uzyc - i padlismy na 5h (nalezalo sie nam po blisko 40h podrozy).
A potem - wreszcie prawdziwe wakacje. Spacer krajoznawczy po Soi Rambuttri w celu upolowania pierwszych pysznosci tajskich. Wiktor zjadl Green Curry (hot!) vegetable with chicken a Aga Thai noodles with chicken (lacznie z shake'ami owocowymi wyszlo 190 BHT). Zyc nie umierac. A potem jeszcze kilka shake'ow z mango (80% mango, 20% lodu). Na deser byl jeszcze bananowy nalesnik z ulicznego straganiku.
Ogolnie bardzo nam sie podoba na razie - niesamowita atmosfera, cieplutko, beztrosko...

2 komentarze:

  1. ale Wam dobrze :)) u nas cyfry, konta, rapoty.....za dwa tygodnie o tej porze bedziemy juz w Wenezueli, pozdrawiamy mama i tata

    OdpowiedzUsuń
  2. zdjęcia zdjęcia..
    u nas śnieg i -3 stopnie
    Pamiętajcie - jak w pokoju nie ma szczurów to znaczy ze wąż mieszka pod łóżkiem :)
    Pozdrawiam
    Melon

    OdpowiedzUsuń