Za 20 dolarow /os wykupilismy 2-dniowa wycieczke po delcie Mekongu. Zalatwiajac samemu bysmy zaplacili sporo wiecej. O 8.30 podjechal po nas busik i razem z kilkunastoma osobami i przewodniczka mowiaca po angielsku zabral nas na poludnie. Pierwszy przystanek w My Tho, gdzie przesiedlismy sie na lodke. Lodka zabrala nas najpierw do wytworni cukierkow kokosowych. Wszystko swiezutkie i mozna bylo sprobowac jeszcze goracych cukierkow. Przepyszne! Przewodniczka zaznajomila nas z calym procesem produkcji od zerwania kokosa, az do zapakowania cukierkow w torebki. Co ciekawe mleczko kokosowe to nie przezroczysty sok ze srodka kokosa, a plyn wycisniety ze zwiorkowanego bialego miazszu (po odcisnieciu zostaja znane nam wiorki kokosowe). Pakowanie cukierkow odbywa sie recznie. Zaopatrzylismy sie w kilka smakow.
Nastepnie przesiedlismy sie do mniejszych lodek i poplynelismy jednym z malowniczych kanalow Mekongu. Wielkie liscie palmowe wyrastajace wprost z wody chylily sie nad kanalem tworzac tunel. Uroczo! Doplynelismy do miejsca gdzie moglismy sprobowac swiezego miodu i wina ryzowego z miodem. Nastepnie przesiedlismy sie na jeszcze mniejsze lodeczki (juz bez silnikow) i sami wioslujac wplynelismy w jeszcze wezsze kanaly. Bardzo malowniczo. Lunch zjedlismy w na wyspie.
Potem mielismy jeszcze przystanek gdzie testowalismy rozne lokalne owoce: longon (przypominajacy winogrona, ale w skorkach), ananasa, papaje i jeszcze dwa inne ktorych nazwy nie pamietamy. Ten dosc spokojny i relaksujacy dzien zakonczylismy w Can Tho. Can Tho jest jedna z wiekszych miejscowosci delty Mekongu. Danego dnia trafilismy akurat na targ bonsai i innych roslin! Kolacje zjedlismy w towarzystwie Olji - poznanej dziewczyny z Sankt Petersburga. Biuro turystyczne zapewnilo nocleg w bardzo przyjemnym hoteliku o wdziecznej nazwie Huy Hoang, a czesc osob przenocowala w tzw homestay - na wsi u rodzin. Polecali, wiec nastepnym razem pewno i my sie zdecydujemy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz