piatek - 9.01.2009 - Phnom Penh
Dzisiejszy dzien byl nieco bardziej smutny niz dotychczasowe. Wspolnie z Jackiem, wynajelismy tuk tuka (10 USD) za caly dzien jezdzenia po miescie. Na poczatku pojechalismy do slynnej Wat Phnom swiatynia na wzgorzu. Wolok biegajace malpy i slon. Bylismy swiadkami roznych rytualow, w tym palenia podrabianych studolarowek w wielkim piecu. To podobno na szczescie. Nastepnie zwiedzilismy wybrzeze jeziora Boeng Kak, przy ktorym jest wiele guest housow. Jeziorko fajne, choc nieco zasyfione, jak wszystko tutaj, a niektore hoteliki fajne z zewnatrz (niektore czesciowo na wodzie), ale pokoje malo zachecajace. Nasz Okey GH o wiele lepszy.Pozniej udalismy sie do muzeum ludobojstwa, ktore wywiera porazajace wrazenie. Po raz pierwszy wzielismy przewodniczke (wejscie 2 USD za osobe, przewodnik 6 USD). Muzeum jest stworzone w miejscu, ktore bylo wiezieniem (S-21) zorganizowanym przez Czerwonych Khmerow w szkole. Sklada sie z czterech budynkow, z ktorych jeden zostal zachowany dokladnie w takim stanie, jak go zastali wyzwoliciele Phnom Penh. Sale dla uczniow zostaly podzielone na bardzo waskie cele, w ktorych przebywali wiezniowie. Gdzieniegdzie jeszcze nawet jest krew... W innym budynku sa sale tortur, zazwyczaj z jednym lozkiem na srodku i zdjeciem jednej z torturowanych osob - porazajace. W kolejnych budynkach szkolnych na scianach rozwieszone sa setki zdjec wiezniow. Wiezienie funkcjonowalo przez 4 lata od 1975 do 1979 i przebywalo w nim ok 20 tysiecy osob, z ktorych przezylo 7 (!). Bezposrednio z muzeum pojechalismy cos przegryzc (mimo wrazenia jakie wywarlo na nas tamto miejsce) i trafilismy do bardzo fajnej restauracji Angkear Vimean (nie zaznaczonej w LP) na 278 ulicy. Dania byly przepyszne, a Aga dostala amok w kokosie - rewelacja. W sumie na przyjemnosci wyniosla nas 8 USD lacznie z shake'ami owocowymi. Po poludniu w ramach dalszego poznawania okrucienstw Pol Pota i spolki pojechalismy do oddalonych o 15 km od centrum PP tzw. pol smierci (Killing fields w miejscowosci Choeung Ek). To miejsce bedace o dziwo wlasnoscia firmy japonskiej, jest rowniez bardzo przygnebiajace. Masowe groby nawet jeszcze nie w pelni zarosniete leza jeden obok drugiego. W sumie jest ich 129 odkrytych i setki jeszcze nieodkrytych. Wieczorem przeszlismy sie po uliczkach PP i trafilismy na mini bazarek, na ktorym sprzedawano pieczone i suszone jaja przepiorcze, weze, szarancze, jakies inne owady i wiele innych "smakolykow", ktorych nazwy nawet nie znamy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz